O tym, że Aneta Jadowska krokiem lekkim jak jej pióro potrafi wkroczyć w nowy gatunek literacki, przekonaliśmy się już przy okazji pierwszego spotkania z Garstkami w niepozornej Ustce. Autorka kontynuuje opowieść, ale tym razem dodaje do mieszanki szczyptę romansu, porządną garść poważnej tematyki, odrobinę kryminału i jeszcze więcej zawiłości. Wszystko oczywiście serwuje pod pierzynką typowego dla siebie humoru. Efekty? Pyszne, niczym ustecka krówka. Martwy sezon – tak brzmi Wasza literacka uczta na tę jesień.

 

Tematyka, która zazwyczaj nie jest poruszana.

A takowa znajduje swoje miejsce w książce Anety Jadowskiej i nie jedno ma imię. Przemoc, agresja, ucieczka, dojrzewanie długoletnich relacji to tematy, z którymi w literaturze spotykamy się sporadycznie. I być może to właśnie dlatego z zapartym tchem śledzimy losy zastraszonych kobiet, które podnoszą się z kolan, uwalniając od toksycznej więzi. A opowiedziana przez autorkę historia dwójki dojrzałych ludzi, którzy przez lata próbują się jakoś odnaleźć i podejmują przełomowe decyzje, dopiero osiągając wiek średni, podbija nasze serca. W końcu są to tematy, które otaczają nas na co dzień. Dobrze odnaleźć ich lustro pomiędzy stronami książki.

 

W kobiecie siła. Z pokolenia na pokolenie.

Kreacje silnych kobiet w wykonaniu Jadowskiej nie są nam obce. Wszystkie te, które krążą po fantastycznych uniwersach uplecionych przez autorkę, dotychczas zdobywają naszą sympatię bez dwóch zdań. Jednak kobiety, które można spotkać w Ustce, mają nad wspomnianymi pewnego rodzaju przewagę. Ich mocną stroną jest… przyziemność. Łatwo utożsamią się z każdą z Garstek kobiety w różnym wieku, o różnych charakterach. Córka, mama, babcia, ciocia. Każda odnajdzie w którejś z Garstek bliski sobie sposób spoglądania na rzeczywistość. No właśnie, rzeczywistość, bo tym razem autorka naprawdę rzadko kiedy ucieka od niej na rzecz wątków fantastycznych.

 

Każdy poszukuje własnej przystani.

Martwy sezon to nie tylko nowe tajemnice, świeża dawka niecodziennych incydentów i odświeżony repertuar gości pensjonatu. To także (a może przede wszystkim?) zapis ludzkich dróg w poszukiwaniu swojego miejsca na ziemi. Każdy z bohaterów szuka go na swój sposób, kierując się innymi wskazówkami. Czasem decyduje domino priorytetów, czasem lawina uczuć. Innym razem przeważa zwyczajne dojrzewanie do podjęcia decyzji. Jedno jest pewne – żaden statek nie może bez końca dryfować po wodzie. Każdy zmierza do przystani. 

 

Smakowita czytelnicza rozrywka, ale i uświadamiająca powieść.

Z tych, które dają do myślenia na różnych płaszczyznach. Z tych, w których to od czytelnika zależy, czy wyciągnie z treści wartościową naukę czy może postawi jedynie na uprzyjemnienie sobie wieczoru. W razie czego – jedno drugiego nie wyklucza. A że rozmaitych wątków nie brakuje, motyw przewodni opowieści może być inny dla każdego. To około czterystu stron trzymającej w napięciu fabuły, pełnej zaskoczeń, puent i humoru. Pozostaje odliczać dni. 

 

 

 

Zostaw komentarz